. e-listonosz blog


e-listonosz.blog.pl
List na życzenie, ostatni "."

Pewnie spodziewałaś się listu ode mnie z okazji Dnia Kobiet. Oto on. Wybacz, że tak późno. Już południe minęło i zaraz nadejdzie wieczór.
Wiem, że nie wszystkie kobiety uważają ten dzień za swoje święto, ale Ciebie za moja Świętą uważam. Czasami jednak Twe ciało bezczeszczę. Lubisz to przecież, wiem. Ja też lubię ten grzech ;P
Pewne realne sprawy mnie zaskoczyły i musiałem nimi się zająć pilnie. Może ten list to i nie zając, ale próbuję się usprawiedliwić, żeby nie było Ci przykro. Czy już się uśmiechasz ? Jeśli jeszcze nie, to teraz jest dobry czas :)))
Kobieto Moja, Kobieto z moich snów, Bohaterko mych marzeń i wszelkiej pisaniny mojej. Cóż Ci mogę życzyć w takim dniu ? Życzyć by można wiele i to całkiem szczerze, ale właściwie to liczy się tylko rzeczy niewiele. Najważniejsze jest zdrowie i szczęście. Tego Ci właśnie życzę i to bez żadnych ograniczeń.
Zdrowie dyskusji nie podlega, a do szczęścia czego Ci trzeba, Ty wiesz najlepiej. Potrzeba Ci mężczyzny ? Niech będzie najlepszy. Mądry, przystojny i czuły, z dobrze płatną pracą, lub z wielkim i dobrze prosperującym interesem (nie mylić z interesem penetrującym;)
No co ? Nie tego chcesz ? To ja już nie wiem, co Ci chodzi po głowie... I zrozum tu kobietę ;)
Właściwie to byłoby ciekawe doświadczenie - poznać kobiety marzenie, ale tak dokładnie, ze szczegółami. Jeśli to sukienka na przykład, to jaki krój, fason, z jakiego materiału i jakie dodatki. Gdzie zmarszczenie, jaki dekolt, jak głębokie rozcięcie. Nawet jaka pod sukienkę bielizna :D
OK., już jestem grzeczny. Nie moja to wina, że mam przy Tobie raczej grzeszne myśli. Dam Ci dzisiaj powiew wiosny o zapachu Sensi. Moje marzenie dam Ci też , które jeśli zechcesz, będzie moją dla Ciebie pieszczotą...
P.S.
Jesteś winna, wiesz o tym ? Jesteś winna mojej niezaspokojonej tęsknocie. Wiesz jak winę odkupić. Napisz długi list. Tym listem spraw, aby moje pragnienie Ciebie stało się jeszcze większe, a potem opisz jak byś go zaspokoiła realnie. Moje emocje i Twoje, w słowach wyrażone, zastąpią nam w naszym wirtualnym kontakcie prawdziwe odczucia.
Nasze fantazje i silne pragnienie pozwoli nam przeżyć magiczne zbliżenie...
Poczuję Twoje myśli, prawie jak dotknięcie. Poczuję pożądanie prawdziwe, a moje ciało będzie chciało Twojego tak bardzo, jakbyś była obok. Ja będę czuł wtedy pod dłońmi nie tylko Twoje gładkie ciepło i Twoją przychylność. Odnajdę w tym wirtualnym dotyku pełną kobiecą gotowość i bezgraniczne oddanie.
Nie będę sobie żałował niczego, ani Tobie pieszczot. Delikatnie lecz śmiało, z uczuciem lecz zaborczo, posiądę powoli całe Twoje ciało. Wprawię je w drżenie, sprowokuję do tańca miłosnego, doprowadzę do dreszczy rozkoszy... Kiedy zmęczona i rozleniwiona, odpoczywać będziesz, nie dam Ci spokoju całkiem. Będę Cię nadal dręczył pieszczotą delikatną. Całe ciało badając palcami, ustami, językiem, poznam jego sekrety zewnętrzne i strefy erogenne.
Gdy już odkryję wszystkie miejsca czułe na Twojej skórze, zagłębię się w Tobie. Wzrokiem głęboko w Twe oczy zajrzę, spenetruję zakamarki myśli. Gdy zawstydzona opuścisz powieki, ja swoje ciało opuszczę na Ciebie i poczujesz mój ciężar. Poczujesz jeszcze moje pragnienie, które udzieli się również Tobie. Poczujesz je w sobie i przyjmiesz z rozkoszą, jak swoje własne. To pragnienie nas złączy we wspólne ciało, jeden oniemiały ze szczęścia świat.
Pulsujące pożądaniem dwa łona, rozgniatanych piersi krzyczące westchnienia, biegnące ku ekstazie oszalałe serca. Nieuchronność spełnienia jest jak przepaść słodka. Rzucamy się w nią, jak w bramy piekła i nieba... Rozkosz zbliżenia... Czy jest coś bardziej zniewalającego ? Nie ma...
No chyba, że dwa zbliżenia ;)

by e-listonosz | 2005-03-08 15:51:15 | skomentuj! (37)
Skrzynka na zwroty

Witajcie w nowym roku :)) Jak wam się podoba liczba 2005 ? Ja już się do niej przyzwyczaiłem ;) Pomału zaczynam dostrzegać świat !! Niestety robota wciąż mnie przygniata i tylko szkoda, że to nie kobieta ;P
Przepraszam wszystkich zawiedzionych. Tym bardziej tych, którym nawet życzeń złożyć nie zdążyłem :(( Możecie myśleć o mnie źle, ale ja aż tak zły nie jestem. Jeszcze was kiedyś odwiedzę :D
Bardzo miło mi się czytało wasze komentarze. Żal ściska serce, ale takie jest życie...
Czasem robię się miętki ;) a w oku wilgoć słona się zbiera. Potem się jednak utwardzam i to tam gdzie trzeba, czyli na pośladkach, żeby kopniaki życia przyjąć jak mężczyzna. Chłopaki przecież nie płaczą ;P
Pocieszam się, że przecież zawsze mogę znów zacząć. Może kiedyś... Jak nie tu, to gdzie indziej ;)
Kto nie chce odwyku, a nie zna mojego poprzedniego bloga, to zapraszam na sarkon.blog.pl
Wiem, że to starocie, ale też jest śmiesznie ;P
Polecam czytanie od początku (ze względu na wk) i jeśli ktoś ma dużo czasu, to również komentarze. Pewnie uważacie, że was sianem pozbyłem. Na razie nie mogę dać więcej...
Pewnie też już wiecie, że maile chodzą jak chcą i czasem wcale nie docierają. Ciekawe jak wiele jest przez to nieporozumień i ile znajomości netowych wygasło przez to draństwo. Mam nadzieję, że brak moich e-listów nikogo nie obraził.
Dużo szczęścia w tym roku wszystkim życzę. W następnych oczywiście też. Miłego blogowania :))

by e-listonosz | 2005-01-05 16:35:12 | skomentuj! (95)
List 100;P

Witaj...
I jednocześnie żegnaj...
Dzisiaj piszę do Ciebie ostatni list. W tym roku już się nie odezwę. Idę na dłuższy urlop, a potem robię sobie odwyk od internetu. Koniec wirtualnych przyjemności. Życie realne musi wystarczyć ;P
Nie lubię rozstań, pożegnań, bo jednak się rozklejam. Nie będzie więc żadnych wspomnień i podsumowań. Nie chcę jednak rozstawać się w smutnym nastroju. Pomarzmy więc sobie wspólnie, raz jeszcze...
Chodź tu do mnie. Pomarzymy sobie w pozycji horyzontalnej, całkiem przyziemnie i bardzo realnie. Może być w świeżej pościeli wielkiego łoża, oboje po kąpieli, jeszcze kropelkami wody przystrojeni.
Będę Ci te kropelki zdejmował z ciała wargami. Wysuszę Twoją skórę gorącym oddechem. Potem ją z namaszczeniem namaszczę ustami, a następnie zbezczeszczę językiem ;P
Grzesznymi myślami zarażę Cię i przez Twój dotyk, namiętnym pragnieniom moim odpowiesz dreszczem. Będziemy siebie chcieli wciąż jeszcze i jeszcze. Nie nasycimy swych ciał dotykiem, nie zadowolimy pieszczotą. Musimy się w sobie zatopić bez granic, byś nie wiedziała, gdzie koniec mój jest, a gdzie się moje w Tobie niebo kończy.
Połączymy nasze światy i zmieszamy zmysły. Nie będzie różnicy, Twoje-moje. Wszystko będzie nasze. Wszystko się razem będzie w nas kołatać. Jednym pulsem i skurczem żyć będzie nasze ciało. Jedną myślą ze szczęścia ogłupiałą biegnąć będziemy do raju.
Będę zwierzęcym instynktem walił w Twoją bramę, otwartą szeroko, porywającą jak rzeka. Będziesz mnie pragnęła coraz mocniej i głębiej, aż w Tobie przepadnę całkiem bez pamięci i zostanę na dnie, rozkoszy wspomnieniem...
P.S.
Na koniec inaczej ;)
Przed nami święta i blisko początek nowego roku. Czas na życzenia. Tym razem nie będą długie.
Te święta to piękny czas. Odpuść wszystkim grzechy i ciesz się. Zacznij nowy rok z uśmiechem :) Będę o Tobie myślał gdy opłatek będzie mi w dłoni pękał i gdy korek szampana wystrzeli.
Prawdziwie radosnych Świąt Bożego Narodzenia i dużo szczęścia w nadchodzącym roku, we wszystkich następnych latach.
Pa :*

by e-listonosz | 2004-12-22 14:29:27 | skomentuj! (32)
List 99

Witaj...
Znamy się już jakiś czas... Wiem, że znajomość nasza jest tylko wirtualna i to prawie jednostronna, bo to Ty znasz mnie raczej. Ja o Tobie wiem wciąż niewiele.
To mi jednak nie przeszkadza marzyć właśnie o Tobie. Może w końcu Cię ośmielę ? Może moje słowa wywołają w Tobie potrzebę podzielenia się ze mną swoimi myślami ? Wciąż nie tracę nadziei.
Nie wiesz co pisać ? Ja też nie wiem, ale jednak piszę. Nie myślę o tym co mam pisać, tylko ubieram myśli w słowa. Czy słowa muszą być piękne ? A czy piękne są myśli ?
Pojęcie piękna jest względne, jak prawie wszystko na tym świecie. Piękne jest dla nas to co nam się podoba. Piękne może być wszystko. Podoba Ci się to co piszę ? Mnie bardziej podoba się Twoje pisanie. Gdybyś zechciała się przede mną otworzyć...
Nie musisz się niczego wstydzić, nie czuj zahamowań. Pomyśl, że to tylko marzenia, niezobowiązujące nas przecież do niczego. Pewnie nigdy się nie zobaczymy, ale to nie przeszkadza, żeby wspólnie marzyć. Masz na to ochotę ?
Zrób to dla siebie. Bądź raz egoistką i przymierz się do szczęścia. Los czasem bywa łaskawy. Czasem trzeba mu pomóc, czasem drogę wskazać. To nas nic nie kosztuje. Nawet rozczarowanie jest tu mniej bolesne.
Potraktuj to jako flirt niewinny. Poczuj się sobą i bądź swobodna. Zdaj się na instynkt kobiecy. Pozwól się zdobywać, sama próbuj uwodzić. Nie przejmuj się słowami, nie forma się liczy. Treść będzie dla mnie piękna, bo ja na nią czekam i tęsknię za nią.
Potrafisz przecież pisać ładnie i ujmować za serce. Każdy potrzebuje kogoś, przed kim może się otworzyć, wylać swoje żale i obawy, czasem podzielić się radością, lub marzeniami. Budując powoli wzajemne zaufanie do siebie, będziemy mogli pełniej i skuteczniej korzystać z dobrodziejstw kontaktów przez sieć. Ze zrozumiałych względów, kontaktów ograniczonych do slow, ale czasem i to jest bardzo potrzebne, bardzo krzepiące.
Może dziwisz się, że piszę właśnie do Ciebie i to w takiej formie. W taki właśnie sposób mogę sobie pozwolić na większą śmiałość. Niech ona udzieli się i Tobie ;)
Pozdrawiam Cię bardzo serdecznie i przytulam w myślach tak jak lubisz, jak lubimy oboje :*
P.S.
Kocham to uczucie, gdy Twoje ciało wtula się we mnie tak ufnie, a bliskość naszych duszy i pragnień łączy nas jeszcze ściślej. Czekam na to Twoje ciepło, na pełną obecność. Pragnę czuć dotyk naszych ciał, Twój zapach i smak, Twoje oddanie.
Wiem, że czujesz się w moich ramionach bezpiecznie, że się wreszcie możesz odprężyć i poczuć całkiem swobodnie. Nie mamy teraz trosk żadnych, nic nie musimy. Jesteśmy tylko my i robimy co chcemy...
Nie chcesz nic, tylko trwać w przytuleniu ? Dobrze. Przekażę Ci teraz swój spokój i siłę. Przekażę je opiekuńczym otoczeniem skrzydeł, gładzeniem włosów, pocałunkami w czoło, policzki, ręce.
Uśmiechasz się ? To dobrze. Miej zamknięte oczy i czuj mnie. Chłoń moje pieszczoty czułe i przyjazne fluidy. Gdy się zrelaksujesz, spróbuję obudzić w Tobie pragnienie...
Już ? Prężysz się tak kusząco. Prawie jak kotka, mruczysz cichutko. Czemu patrzysz na mnie tak... zalotnie ? Zachęcasz mnie ? Twoje ciało ocierając się o mnie przymilnie, prowokuje do czynu, kusi do śmiałości. Nie można mu się oprzeć. Twoja aura kobieca zniewala erotyzmem, do grzechu zmusza nie tylko marzenia...
Wiem, że jesteś gotowa. Widzisz, że ja też. Pozwól mi jednak podroczyć się z Tobą, poigrać trochę z naszą namiętnością. Niech pożądanie urośnie jeszcze bardziej. Lubię jak drżysz z niecierpliwości, gdy moje pieszczoty trzymają Cię dłużej na krawędzi rozkoszy. Kocham patrzeć na Twe ciało, wijące się samo, jak ugodzone strzałą mej dłoni i popędzane atawistycznym dążeniem spełnienia.
Ok., już leć. Jestem przy Tobie. Odbieram Twe upojenie gorącym wzrokiem, perfidnym palcem, smakuję językiem. Niech Twoja przyjemność będzie moją satysfakcją, niech będzie naszym szczęściem...
Jesteś tym zmęczona ? Tak miło patrzeć na Twe drżące uda. Odpocznij więc. Zmęczenie prawdziwe dopiero Cię czeka. Nie myśl, że to koniec. Nie dotarłem jeszcze do krańców Twej podświadomości, do dna kobiecości. Teraz jednak ostygnąć trochę Ci dam, bo chcę od nowa budzić w Tobie demona pożądania :))
Lubisz głaskanie po brzuchu, wiem. Piersi też są wdzięczne za pieszczotę. Uda, pośladki, plecy i szyja. Dłonie i zęby, język i usta, poznają i znaczą, smakują i ssą. Całe Twe ciało jest moje. Leniwe i zmęczone, gładkie i słodkie, kuszące coraz bardziej.
Moja głowa na podbrzuszu Twym motylki przygniata. Czujesz je znów ? Czy to dlatego ściskasz dłońmi moje pośladki ? Naciągasz mnie na siebie, jakbym był kocem. Jeśli chcesz, to przykryję Cię.
W dorzeczu Twych ud kolanami się wgniotę, a w źródle wilgoci swą męskość utopię. Zatonę w Tobie całym marzeniem. Wśliznę się głęboko całą moją mocą. Poczujesz Swą miękkością twardość pożądania, wielkość i wytrwałość miłości.
Dziwisz się ? Ja też. Nie aż takiej rozkoszy się spodziewałem. A to przecież nie koniec jeszcze. Nasza radość sobą wciąż rośnie. Z każdym ruchem, z każdym przytuleniem, gdy się od Ciebie oddalam i gdy do Ciebie wracam.
Pragniesz mnie coraz szybciej, chcesz jeszcze mocniej ? Przecież Ci nie odmówię. Oddam Ci zaraz całego siebie. Masz ! Jęczysz ? Masz !! Krzyczysz ? Masz... Drżysz... Ja też...
Ciii... Wiem ;)

by e-listonosz | 2004-12-16 12:21:14 | skomentuj! (60)
List 98
Hej...
Nie dziw się niczemu i cierpliwie czytaj. Odbierz to jako relację z wydarzeń, spisaną na gorąco.
***
Zaczęło już świtać. Spojrzałem jeszcze raz na zegarek. Kilka minut po drugiej i już świta ? Wiele razy wstawałem przed świtem gdy jechałem na ryby. O tej godzinie powinna być jeszcze głęboka noc.
Podszedłem do okna. Niebo było prawidłowo czarne. Skąd więc to światło ? Chyba nie pożar ?!! Musiało to być blisko, ale chyba z drugiej strony budynku. O cholera, to nie może być u niej !!!
Starając się nie robić hałasu, wyszedłem na korytarz. W korytarzu nie było widać ani czuć dymu. Odetchnąłem trochę, ale to jeszcze nie uspokoiło mnie całkiem. Podszedłem powoli do jej pokoju. Stanąłem z uchem przy drzwiach. Było cicho. Żadnych podejrzanych dźwięków i zapachów.
Na końcu korytarza, przez drzwi na taras też widać było tę poświatę. Postanowiłem sprawdzić z tarasu co się dzieje. Ledwo wyszedłem na zewnątrz, aż przysiadłem z wrażenia. Nad podwórkiem, blisko budynku ośrodka, wisiał NOL.
Jakoś nigdy nie mogłem uwierzyć w UFO, chociaż nie wykluczałem możliwości istnienia innych cywilizacji, a nawet ich wizyt na Ziemi w przeszłości, może nawet i teraz. Jednak większość relacji świadków takich spotkań wydawały mi się po prostu bzdurne.
Teraz przyjdzie mi zmienić zdanie i to dość radykalnie. Może mnie też ktoś będzie uważał za wariata, albo naciągacza ? Nie, na pewno nikomu się do tego nie przyznam. Pełne zaskoczenie i chyba strach sparaliżowały mnie tak, że tylko ugiąłem się w kolanach i trwałem tak przyczajony nie wiedząc co robić. Po chwili, gdy nic się nie działo, zacząłem myśleć i nabierać odwagi.
Może to jakieś efekty laserowe lub coś podobnego ? Przyglądałem się teraz temu bardziej badawczo i krytycznie. O minięciu strachu oczywiście nie mogło być mowy, chyba był nawet większy niż na początku. Przedtem byłem chyba w szoku. Mówię chyba, bo jeszcze nigdy w prawdziwym szoku nie byłem.
Było to wszystko bardzo dziwne i nieoczekiwane. Obiekt dosłownie wisiał. Nie było słychać żadnego silnika. Nie było widać żadnych płomieni czy dymu. Wyglądało jakby stał na szerokim słupie jaskrawego światła. Był wyżej niż dach budynku ale nie nad nim. Widziałem jego zarys na tle ciemnego nieba w poświacie pochodzącej od tego świetlistego słupa. Nie było widać żadnych innych świateł, czy okienek.
Nie było też widać źródła tego światła. A może światło pochodziło z dołu, z ziemi ? Brzeg tego światła był tak wyraźny, że aż nierealny. Jakby było oddzielone od ciemności szklaną ścianą. Może to światło było jakoś szczególnie spolaryzowane ? Wydawało mi się, że kolor obiektu, przynajmniej od spodu, gdzie światło się z nim stykało, był ciemno niebieski, prawie granatowy i matowy. W tym miejscu również nie było widać otworów, szczelin ani nie było znać żadnych szwów połączeń. Jego kształt był okrągły, od spodu lekko wypukły, od góry chyba też, nie było widać żeby coś wystawało.
Średnica tego dysku wynosiła chyba ze dwadzieścia metrów, może więcej. Początkowo nie zdawałem sobie sprawy z jego wielkości, bo brzegi prawie tonęły w mroku. To jednak nie były żadne efekty. Czułem ten ogrom masy wiszący w powietrzu. Czułem, że dopiero teraz zaczynam się bać naprawdę.
Qrde, to było prawdziwe UFO ! Co ONI tu robią ? Ciekawe czy wylądują. Trzeba by obudzić ludzi. Niech zobaczą. Taka okazja może się już nigdy nie powtórzyć. A może trzeba uciekać, może grozi nam niebezpieczeństwo ? Cholera, co robić... Byłem zły na siebie, bo nie mogłem podjąć żadnej decyzji. Czy to panika tak się objawia ?
Przez myśli przemykały mi dziesiątki obrazów z różnych filmów, może i ze snów albo jakichś własnych wyobrażeń. Różnego rodzaju ufoludki, ale zbliżone wyglądem raczej do potworów niż do ludzi. Kiedy po chwili kalejdoskop się wyczerpał i ciągle nic się nie działo, zacząłem się znów uspokajać.
W końcu ciekawość zwyciężyła i zacząłem pomału i przy samej ścianie, skradać się w kierunku rogu tarasu, gdzie były schody na podwórko. Nad nim właśnie wisiało UFO. Jeśli wylądują to chyba tam. Powinno się zmieścić pomiędzy budynkiem i drzewami okalającymi cały ośrodek.
Gdy byłem blisko rogu, przykucnąłem i przykleiłem się do ściany. Powoli wychyliłem głowę, bo nie byłem pewny, czy ONI już czasem nie wylądowali. To co zobaczyłem przeszło jednak moje najgorsze wyobrażenia, a serce w jednaj chwili znalazło mi się w gardle.
Na ziemi, w świetlistym kręgu stały trzy postacie. Pal licho te dwa dziwolągi, ale pomiędzy nimi była Kasia. Co ONI z nią robią ? Stali nieruchomo blisko siebie i ku sobie zwróceni. Skąd ona się tam wzięła ? Nie mogą jej zabrać. Tylko nie to !
Nagle wstałem jak podrzucony sprężyną i zacząłem szybko zbiegać po schodach. Przeskakiwałem po kilka stopni nie patrząc pod nogi. Jakimś cudem się nie połamałem. Patrzyłem cały czas na nich, jakby bojąc się, że jak stracę Kasię z oczu, to już ją stracę na zawsze. Gdzieś zniknął mój poprzedni strach, ale pojawił się inny.
Nie o siebie się teraz bałem i to może pozwoliło mi odzyskać władzę nad sobą. Biegłem z całych sił prosto na nich nie wiedząc jeszcze co zrobię dalej. Nie wiem czemu nie krzyczałem. Chciałem tylko złapać Kasię i przycisnąć ją do siebie.
Gdy byłem już blisko, odwrócili się wszyscy do mnie. Stanąłem jak wryty. Kasia była spokojna, wcale nie wystraszona. Ja też się uspokoiłem. Minęły nagle wszystkie strachy i obawy. Nie czułem już żadnego lęku ani o siebie, ani o Kasię, ani o to co się z nami stanie. Stanąłem przy nich jak wśród starych przyjaciół i wiedziałem, że nic nam nie grozi.
Widziałem wszystko normalnie, nie musiałem o nic pytać. Wszystko wydawało mi się naturalne i oczywiste. Ich wygląd przestał mnie dziwić. Właściwie, aż tak bardzo się od nas nie różnili. Też mieli dwie pary odnóży, odwłok i głowę. Ręce i nogi były cienkie i krótkie, wręcz delikatne. Tułów też cienki, ale śmiesznie długi. Twarzy nie było widać, bo cała głowa osłonięta była połyskliwą nieprzeźroczystą bańką.
Ich wygląd nie tylko mnie nie dziwił, ale nawet nie interesował. Nie przyglądałem im się jakoś szczególnie. Pewne rzeczy zauważyłem jakby w przelocie, zupełnie niechcący. To światło, w którym teraz staliśmy, przedtem mocno jaskrawe, wydawało mi się już tylko jasne. Po wejściu w nie, nie było widać nic na zewnątrz.
W pewnej chwili granice światła zmieniły kolor z białego na żółty i straciłem grunt pod nogami. Nie dziwiło mnie i to, że unosimy się wszyscy w powietrzu, coraz wyżej. Wyglądało to jakbyśmy jechali niewidzialną windą, ale odczuwałem to bardziej jako lewitację. Oczywiście nigdy wcześniej nie lewitowałem, ale tak właśnie to sobie wyobrażałem.
Wiedziałem, że Kasia też była spokojna i niczemu się nie dziwiła. Musieli mieć na nas jakiś wpływ. Wydawało mi się, że wiem co oni chcą od nas, ale nie umiałem sobie tego na razie uzmysłowić. Na pewno nic złego.
Spojrzałem w górę. Zbliżaliśmy się już do spodu obiektu. Myślałem, że przysiądę odruchowo, gdy głową dotykałem prawie niebieskiej płaszczyzny, ale wytrzymałem i nic się nie stało. Przez chwilę nic nie widziałem i zrobiło mi się gorąco. Po przeniknięciu jak duchy przez ścianę, wynurzaliśmy się jak z wody, nie czując żadnego oporu. Znaleźliśmy się w niewielkim okrągłym pomieszczeniu. Nie było tu żadnych mebli, urządzeń, ani drzwi.
Nasi gospodarze zrobili parę kroków i znikli w ścianie. Zostaliśmy z Kasią sami. Stanęliśmy naprzeciw siebie, złapaliśmy się za ręce i popłynęliśmy znów w górę. Następne pomieszczenie też było puste. Nikogo i niczego. Było jednak znacznie większe, a kolor ścian był błękitny.
Nagle część ściany stała się czarna. Podeszliśmy razem do tego miejsca i zobaczyłem, jak przez duże okno, dach naszego ośrodka i oświetloną okolicę. Obraz w ciągu kilka sekund zmniejszył się, jakby zapadał się w głąb studni i zobaczyliśmy globus ziemski jak na wielkim kosmicznym plakacie. Ale odlot. Nie czuć było żadnego ruchu, przyspieszenia, nawet dźwięku. Poczułem tylko jakbym stracił ciało. Dopiero po chwili zorientowałem się, że jesteśmy w stanie nieważkości.
Czarne okno zmieniło się z powrotem w błękitną ścianę. Wisieliśmy z Kasią chyba pod czasza sufitu, ciągle trzymając się za ręce. Było ciepło i jasno. Nic nie mówiliśmy, ale czułem, że chcemy tego samego. Nie wiem, czy ktoś nami sterował, czy to nasze pragnienia kierowały naszymi czynami. Nie miało to jednak dla mnie żadnego znaczenia.

(P.S. - znacznik dla wybierających konkretne fragmenty;)

Kasia ubrana była w szlafrok. Nie miałem żadnego problemu, żeby ją od niego uwolnić. Miała na sobie jeszcze białe majteczki. Przez cały czas, jedno z nas trzymało drugie za jakąś część ciała, lub za ubranie. Kasia ściągnęła mi przez głowę bluzę piżamy. Balansowaliśmy w powietrzu, próbując łapać się wzajemnie za cokolwiek, żeby tylko nie stracić kontaktu z sobą.
Bawiła nas ta sytuacja. Uśmiechaliśmy się do siebie łagodnie i jednocześnie zachęcająco. Jeszcze jedna volta i trzymałem obie ręce na jej biodrach, tylko że byliśmy względem siebie do góry nogami. Ściskałem ją dłońmi, a kciuki wsunąłem pod gumę ostatniego ciuszka. Lekko popychając ją w górę, jednocześnie przytrzymałem rozchylone majteczki. Wypływała z nich powoli, ukazując utęskniony widok. Nie przegapiła jednak okazji, żeby mnie z kolei nie pozbawić spodni piżamy. Pod nimi już nic nie miałem. Tym razem puściliśmy się oboje.
Odrzucone na bok części garderoby przylgnęły w różnych miejscach do ściany. My po dotarciu do niej, odbiliśmy się łagodnie i powoli zbliżaliśmy się do siebie. Nasze trajektorie jednak rozmijały się zbyt daleko i nie mogliśmy się złapać. Widziałem wolno przesuwające się ciało z lekko rozchylonymi i zgiętymi w kolanach nogami. Ręce były szeroko rozłożone, jak skrzydła anioła, a szeroki uśmiech świadczył o tym, że świetnie się bawi. Podążyłem za jej równie rozbawionym wzrokiem i spojrzałem na swoje podbrzusze. No tak, miała się z czego cieszyć :D
Atrybuty kobiecości u Kasi prezentowały się w stanie nieważkości jeszcze wspanialej. Jej piersi podobały mi się bardzo, ale teraz zobaczyłem je jeszcze okazalsze i prowokujące. Nie myślałem o tym gdzie jesteśmy, ani co się dzieje na zewnątrz. Interesowała mnie tylko ona i pragnąłem tylko tego, żeby ją przygarnąć do siebie.
Po ponownym dotarciu do ściany, nie odbiłem się od razu. Zamortyzowałem zderzenie ręką, choć chyba nie było to potrzebne. Ściana była miękka i bez wyraźnej granicy, jakby była ze sprężonego powietrza, albo pola siłowego. Odwróciłem głowę i obserwowałem poczynania Kasi.
Odbiła się lekko i płynęła w moją stronę. Poczekałem na nią. Gdy była blisko, wyciągnąłem ręce i przytrzymując jedną z nich głowę z rozwianą rudą czupryną, drugą obróciłem jej ciało zgodnie z moją orientacją w przestrzeni i przyciągnąłem do siebie. Wreszcie ją miałem. Już się nie uśmiechała.
Przytrzymywaliśmy się teraz oboje gładząc się rękami po plecach i ściskając na przemian. Całowałem jej usta, nos, czoło. Wtulałem twarz w jej włosy i wchłaniałem ich zapach. Coś między naszymi brzuchami przeszkadzało w pełnym kontakcie, ale nie było to uczucie nieprzyjemne dla mnie. To coś przypominało o sobie i chciało najwyraźniej odegrać swoją ważną rolę. Nie wiadomo było o co mu dokładnie chodzi, ale w czasie ściskania się naszych ciał wzajemnie, nagle zniknął, jakby się zapadł pod ziemię.
Dziwne to wszystko było, tym bardziej, że nie w swoim zniknął przecież ciele. Dawno już jednak niczemu się nie dziwiłem. Było mi tak dobrze, że nie chciałem myśleć o niczym. Czułem się tak szczęśliwy, jakby te błękitne ściany były obiecywanym niebem, a anioł, który mnie obejmował, był mi nagrodą za wszystkie cierpienia na ziemskim padole.
Teraz mój bezskrzydły anioł unosił mnie w przestworzach, kontynuując misterium miłosne. Nie było nasycenia naszymi przytuleniami. Wymienialiśmy bez końca pocałunki i pieszczoty. Obracaliśmy się wolno i bezwładnie, odbijając czasem od miękkiej ściany. Nie wiedzieliśmy gdzie jest góra, gdzie dół. Zatraciliśmy już dawno poczucie czasu i przestrzeni. Byliśmy, mimo zamkniętych powiek, zapatrzeni w siebie. Tylko czasem na chwilę, otwieraliśmy oczy spoglądając na siebie z niedowierzaniem. Czy to nie sen ?
Wsłuchiwaliśmy się w siebie. W rytm swoich serc i rozpalonych ciał. Szukaliśmy niespełnionych jeszcze pragnień. Łagodne ruchy i wzajemne czułe gładzenie naszych splecionych ciał, powodowało rotacje w różnych płaszczyznach. Nie to jednak było powodem wirowania w naszych głowach.
To narastająca rozkosz, która wypełniała każdą naszą komórkę i nasycała każdy nerw. Dążenie do spełnienia rosło z każdym poruszeniem. Przypadkowym lub celowym. Świadomym lub odruchowym. Wszystkie nasze działania i myśli w jednym biegły kierunku. W świetlistym tunelu miłosnego upojenia zbliżał się jaskrawy wylot i upragnione uwolnienie.
Coraz szybszy i mocniejszy rytm harmonizował nasze ciała i doznania. Nie było już odwrotu, nikt by tego nie pragnął, ani nie był w stanie opanować. W szalonym uniesieniu, w radosnych skurczach i słodkim omdleniu, dopływamy razem do brzegu ekstazy. Jeszcze ten brzeg nawet, chwilę z nami płynie. Miękkie lądowanie, łagodne wyciszenie.
Nie otwieram oczu. Nie chcę jeszcze tracić uroku tej chwili. Delikatne drżenie naprężonych mięśni i ostatnie skurcze wstrząsają nami mile. Chciałoby się przedłużyć w nieskończoność tę chwilę. Czuję ciągle jeszcze delikatne uściski. Jeszcze Kasia w słodkiej niewoli mnie trzyma. Powraca powoli świadomość tego świata i jakiś niepokój otwiera mi oczy.
Spojrzałem i zdrętwiałem. W pierwszym odruchu chciałem odepchnąć Kasię, ale ona wtulona we mnie, trzymała mnie mocno. Zaraz jednak objąłem ją znowu i chciałem osłonić sobą jak najwięcej. Te gwałtowne ruchy wyrwały ją z błogiego odrętwienia. Spojrzała na mnie zdziwiona, lecz po chwili jej zdziwienie przerosło chyba moje nawet.
Nasze pomieszczenie nie było już tak kameralne. Teraz byliśmy w centrum wielkiej komory o równie błękitnych ścianach, ale nie byliśmy już sami. Wokół nas orbitowało kilka par tych dziwnych istot. Nie mieli już na sobie żadnych skafandrów i hełmów na głowie. Ich ciała były ciemno żółte, raczej chude. Dłonie miały tylko po trzy palce, a stopy były szerokie, okrągłe i zamiast palców z przodu miały grubą fałdę. Jajowate głowy nie miały nosa. Usta zaznaczone tylko wąską kreską, za to oczy zajmowały sporo miejsca na twarzy. Były chyba płaskie i całe czarne.
Ich ciała złączone ze sobą w środku długiego tułowia, obracały się wokół osi połączenia, w przeciwnych kierunkach. Wszystkie odnóża mieli szeroko rozłożone. Wyglądało to jakby dwa dziwne śmigła kręciły się powoli w odwrotną stronę. Oś obrotu, która ich jednocześnie łączyła, była niewidoczna. Czasami tylko ich ciała oddalały się nieco od siebie i wtedy widać było to połączenie. Grube i cienkie kulki połączone ze sobą na przemian. Nie wiem, czy był to jakiś ich narząd, i do którego z nich należał. Nie dało się odróżnić płci. Wyglądali bardzo podobnie.
Patrzyliśmy na nich dalej już bez zdziwienia i bez początkowego zawstydzenia. Dziwny spokój, który nam towarzyszył przez cały pobyt tutaj, powrócił gdy tylko minęły chwile szalonego uniesienia. Byliśmy dosyć blisko siebie, jednak przypadkowe zbliżenie do nich okazało się niemożliwe. Ściany chyba nadal istniały, ale były niewidoczne. Myśmy ich widzieli, a oni pewnie widzieli nas.
Od samego początku tych nocnych wydarzeń nie zamieniliśmy z Kasią ani jednego słowa. Mimo to wiedzieliśmy co drugie myśli i czuje. Telepatia, czy coś innego pod ich wpływem ? Ten ich wpływ na nas był większy niż tylko przekazywanie myśli. To albo bardzo silna sugestia, albo wręcz narzucanie swojej woli. Normalnie w takiej sytuacji, zdrętwielibyśmy ze strachu i spalili się ze wstydu.
Tymczasem niewidoczne przegrody zaczęły mętnieć i szybko otoczyły nas niebieską mgiełką ścian. Dopiero teraz nasz kurczowy uścisk trzymający nas ściśniętych ze sobą, zelżał i pozwolił rozejrzeć się za naszymi ubraniami. Nie wstydziliśmy się siebie, ani nawet ich, ale jakoś raźniej i przyjemniej było nam razem krążyć od ściany do ściany, zbierając garderobę.
Gdy już mieliśmy wszystkie cztery rzeczy, podzieliliśmy się nimi sprawiedliwie i zdecydowaliśmy się na rozłączenie. Po dosyć ekwilibrystycznie wyglądających gimnastykach, ubraliśmy się i znów połączyli w uścisku. Co teraz ?
Nie musieliśmy długo czekać. Poczuliśmy, że jedna z czaszy zaczyna nas przyciągać i po chwili leżeliśmy już na właściwej podłodze. Potem już na stojąco, przeniknęliśmy w dół do dna obiektu. Tam czekało na nas dwóch osobników, którzy nas tu przywiedli. Wiedziałem to. Teraz znów byli w skafandrach.
Rozdzieliliśmy się z Kasią i złapali za ręce z naszymi gospodarzami, tworząc małe koło. To było pożegnanie. Niepostrzeżenie zaczęliśmy się zanurzać w podłodze. Gdy nasze głowy wynurzyły się z dnia pojazdu zauważyłem, że na zewnątrz jest już całkiem widno. Spojrzałem pod nogi i zobaczyłem okno mojego pokoju, od środka...
Leżałem w łóżku. Spod koca wystawały bose stopy, a z boku dochodziło tykanie zegara. Co za bzdurny sen... A jednak było miło. Wciąż jeszcze czułem to podniecenie. Prawie odruchowo złapałem się za małego. Był gotowy na wszystko. Czyżby jemu też się to śniło ? ;P
P.S.
Niektórzy uważają, że sny są odzwierciedleniem naszych pragnień. W większości mógłbym się z tym zgodzić, ale co z tymi UFO-ludkami ? Na bliskim spotkaniu z nimi raczej mi nie zależy ;)
Inni znów wierzą w symbolikę snów i w to, że sny mają znaczenie dla naszej przyszłości...
Czyżby nasze następne bliskie spotkania były tak realne, jak spotkania z NOL ?

by e-listonosz | 2004-12-10 13:28:15 | skomentuj! (49)
List 97 - załącznik

Instrukcja używania:
1 - Wstęp
Prezenty wszystkie się przyjmuje i mówi - Dziękuję (nie dotyczy łapówek;)
Nie odmawia się przyjęcia prezentu, szczególnie kobietom.
Jeśli prezent jest żywy, nie zagląda mu się w zęby.
2 - Rozpakowanie
Otrzymany prezent należy jak najszybciej rozpakować i okazać miłe zdziwienie, po czym wielkie zadowolenie. Rozpakowywać powinno się go powoli i ostrożnie, żeby tej delikatnej dekoracji wierzchniej nie uszkodzić (jeszcze może się przydać;) Należy też uważać, aby nie powyłamywać prezentowi wystających części i nie porysować powierzchni.
3 - Oglądanie
Po rozpakowaniu, w dobrym tonie jest dokładne oglądanie prezentu. Należy mu się przeglądać z zachwytem, ale bez prostackich uwag i okrzyków. Obejrzawszy obnażony prezent z dystansu, ze wszystkich stron, można się zbliżyć na wyciągnięcie ręki, by z bliska docenić szczegóły. Można wtedy delikatnie dotknąć o lekko obmacać. Oczywiście ręce powinny być wcześniej dokładnie umyte, a paznokcie obcięte (niektórym trzeba to niestety przypominać;)
4 - Przygotowanie do używania
Przygotowanie to dotyczy zarówno prezentu, jak i obdarowanego nim. Ponieważ stan higieny i wymagania co do niego są różne, a często niezadowalające, to proponuje się dla pewności dezynfekcji poddać obie strony, czyli prezent i użytkownika. Nie ma też co żałować czasu, ani oszczędzać na środkach czystości. Zdezynfekować jest lepiej nie tylko wybrane fragmenty, ale wszystko i w całości.
Nie należy też zaniedbać przygotowania miejsca używania i ewentualnych akcesoriów.
Przed każdym używaniem prezent powinno się rozgrzać wstępnie. Może to być samo mycie przed użyciem, odpowiednio dokładne i długie, lub dodatkowy masaż. Masować można dosłownie całą powierzchnię, lub miejsca wybrane, ale zawsze na początku delikatnie, dopiero z czasem bardziej intensywnie. Do masażu używać wolno nie tylko rąk, ale i różnych innych członków, a nawet niektórych przedmiotów. Z tymi przedmiotami należy jednak uważać, aby prezentu nie zaszokować !
Nie może to być na przykład zimny widelec, ale ogrzany dłonią owoc pomarańczy i owszem. Po rozgrzaniu masażem, sprawdzamy jeszcze dla pewności stan gotowości prezentu do użycia. Poznać to można po różnych objawach. Przykłady: mruczenie, jęczenie, głośne oddychanie, przyciąganie do siebie, moczenie się, itp.
5 - Używanie właściwe
Sposób użycia zależy od samego prezentu, jak i od zachcianek używającego. Prezent w zasadzie służyć ma do sprawiania przyjemności użytkownikowi prezentu, ale uwaga !!
Tylko prawidłowe używanie, zgodnie z przeznaczeniem prezentu i przy zachowaniu odpowiednich warunków i parametrów procesu, zapewni użytkownikowi długi i pełny satysfakcji okres eksploatacji.
Odpowiednio rozgrzany już prezent, układamy nieskromnie w miejscu wygodnym i łatwo dostępnym z różnych stron, po czym zbliżamy się, dążąc do zetknięcia miejsc najgorętszych i najbardziej wrażliwych.
To wszystko. Potem dzieje się samo. Aaaaa, jeszcze jedna uwaga !
Niektóre prezenty wymagają profilaktyki !! Inaczej pączkują i prezentom nie ma końca ;)

by e-listonosz | 2004-12-06 16:21:07 | skomentuj! (34)
List 97, Do Mikołaja ;P

Kochany Mikołaju !
Wiem, że jesteś święty, ale wiem też, że jesteś człowiekiem, a dokładnie - mężczyzną. To przecież liczy się też, czyż nie ?
To dziwne, ale w dniu Twoich imienin to od Ciebie wszyscy bezczelnie domagają się prezentów. Może przez to jest Ci wtedy smutno ?
Nie chcę by przy takim święcie Święty Mikołaj się smucił. W dniu 6 grudnia przybądź do mnie, a to ja Ciebie obdarzę prezentem. Dam Ci to co mam najcenniejszego - dam Ci siebie.
Może Cię to zdziwi i nie będziesz wiedział, co z takim prezentem zrobić. Nic się nie martw. We wszystkim Ci pomogę i będzie dobrze. Nie zapomnisz nigdy TYCH swoich imienin :)))
W poniedziałek w południe przyślę Ci załącznik - instrukcję używania. Będziesz miał czas, aby do nocy z instrukcji tej się nauczyć co ze mną robić ;)
P.S.
Gdy byłam małą dziewczynką, czekałam zawsze z niecierpliwością, aż do mnie przyjdziesz i prezenty przyniesiesz. Pamiętam jak raz wziąłeś mnie na kolana i chciałeś abym zaśpiewała coś specjalnie dla Ciebie. Byłam trochę wystraszona i głos mi się drżał, ale zaśpiewałam Ci moją ulubioną kołysankę. Tobie też się ona spodobała, ale zachciało Ci się spać i mama poszła z Tobą do sypialni.
Nie wiem jak długo spałeś, bo mama wygoniła nas wszystkich na górę, żebyśmy tam oglądali nowe zabawki. Wiesz... dziś już jestem dorosła i mogę Ci się przyznać. Ja wtedy zeszłam na dół, żeby tam czekać cichutko pod drzwiami, aż się wyśpisz i pożegnać się z Tobą.
Słyszałam przez drzwi jak mama Cię usypiała, ale dopiero dużo później zrozumiałam co się tam naprawdę działo. Stąd wiem, że jesteś mężczyzną i to nie świętym, a świetnym.
Nie musisz się obawiać. Nikomu tego nie zdradzę. Teraz ja Cię uśpię ;)

by e-listonosz | 2004-12-03 16:10:20 | skomentuj! (25)

księga gości


2005
marzec
styczeń
2004
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń




e_listonosz@interia.pl

blog.pl